O konfliktach w związkach? Czy wiesz po co się kłócisz?

Zamiast czytać ten wpis możesz go posłuchać na YouTube Tutaj
Znam pewną parę, która jest dość kłótliwa. Konflikty wybuchają między nimi codziennie albo prawie każdego dnia. Kłócą się najczęściej o te same rzeczy, a ja mam okazję obserwowania ich z boku.
Gdy pewnego razu zapytałam: czy wy w ogóle wiecie, o co najczęściej się kłócicie i jak przebiegają wasze konflikty? Spojrzeli na mnie, jak na kosmitkę i mieli miny, jakby nie zrozumieli ani słowa. Byli w szoku. A gdy z niego wyszli i tak nie potrafili odpowiedzieć składnie na moje pytania.
A ty, czy umiał/a byś stwierdzić, o co najczęściej kłócisz się z partnerem/partnerką? I czy te powody nie są tylko pretekstem do odreagowania lub wzięcia od drugiej osoby jej uwagi lub energii/
Czy wiesz, jak przebiega wasz konflikt? Jakie są punkty zapalne? W jaki sposób eskalujecie emocje i tą rozbieżność, jaką między sobą macie?
Niewiele znam osób, które są na tyle świadome, że mogłyby odpowiedzieć na te pytania.
Co to oznacza?
Że jeżeli nie mamy informacji o tym, co robimy, jak robimy i po co, to możliwe, że powtarzamy wciąż te same błędy. Nie sądzisz?
W rezultacie możemy coraz bardziej się frustrować, czuć bezradność i niechęć do partnera.
Jest dużo różnych koncepcji na to, jak prowadzić terapię i powstało dużo szkół psychoterapii, ale każda z nich zakłada, że pacjent, czy też klient pracuje nad zwiększeniem świadomości siebie, swoich uczuć, reakcji, swoich nieświadomych motywów.
Jeżeli chodzi o pomoc parom, właściwie chodzi o to samo: o więcej świadomości obu osób, co do ich motywów postępowania, oraz o wiedzę na temat tego, jak osoby te współtworzą związek, a także co mogą zmienić, żeby poprawić sytuacje między nimi.
Z moich obserwacji wynika, że wielu ludzi nie jest zainteresowanych większą świadomością. Chcą oni przeważnie po prostu spotkać kogoś, kto zrobi coś za nich. Kogoś, kto będzie zaspokajał ich potrzeby i zrobi to odpowiednio. Nie mam nic przeciwko oczekiwaniu, żeby w związku ludzie zaspokajali nawzajem swoje potrzeby. Jak mówiłam w 1 odcinku tego cyklu, zawieramy związek właśnie w tym celu. Ale jestem przeciwna lenistwu, jakie ogarnia wielu ludzi.
Lenistwo to, to właśnie oczekiwanie, że wystarczy znaleźć odpowiednią osobę do związku i wszystko ułoży się samo.
Związek może być doskonałym poligonem do wzrastania, do uczenia się, do obserwowania siebie. Ale może też być obszarem, w którym nic z tych rzeczy się nie dzieje.
Nie mówię, że w takiej relacji jest nudno. O nie. Może się tam dziać bardzo dużo. Wiele emocji, jazd uczuciowych z góry na dół i w odwrotnym kierunku, z których nic nie wynika nowego. Ale przynajmniej można poprzeżywać, odreagować, nakarmić się uwagą…
Mam więc dla ciebie pytanie: Jak traktujesz swój związek? Czy jako wyzwanie, czyli okazję do rozwoju, lepszego rozumienia siebie i innych?
Czy twój związek jest dla ciebie ciekawy, bo popycha cię do rozwoju, do stawania się kimś lepszym?
Czy też po prostu chcesz mieć święty spokój, nie chcesz żadnych konfliktów, a jedynym twoim pragnieniem jest, żeby partner robił to, czego ty potrzebujesz?
Kłótnie i konflikty w związku są czymś normalnym i są praktycznie nie do uniknięcia. Wynikają przecież z różnic, jakie są pomiędzy ludźmi. Jak możemy oczekiwać, że tych różnic nie będzie lub ignorować ich istnienie. Po prostu się nie da.
Dużo lepiej jest zaakceptować tą rzeczywistość i nauczyć się wyciągać z niej jak najwięcej.
Synonimem słowa konflikt jest słowo rozłam i myślę, że niesie ono w sobie sedno niechęci różnych osób do zaakceptowania konfliktów. Tworząc związek pragniemy żyć w jedności. Różnice – tą jedność burzą. Co wtedy?
Zwykle staramy się szybko coś zrobić, żeby ten rozłam zniwelować. Dążymy do tego, aby przekonać drugą osobę do swojej racji lub do swojego sposobu na życie. Ale co zrobić, jak np. jedna osoba jest tzw. sową a druga skowronkiem? Czy da się przekonać kogoś , kto nie znosi rano wstawać, żeby o świcie zaczynał wspólnie z nami dzień? Albo człowieka, który o godzinie 21.00 pada już ze zmęczenia, by pooglądał z nami jeszcze 2 godzinny film? No raczej jest to mało realne.
Z taką odmiennością trzeba nauczyć się żyć. To znaczy, w każdym związku warto wypracowywać rozwiązania, które uwzględniają interesy obu stron, ale można też skorzystać z różnicy, jaka jest między partnerami i nauczyć się czegoś od drugiej strony.
Np. jedna osoba jest bardziej zadaniowa, ale przez to jest często napięta i nie umie się relaksować. Podczas gdy druga – ma co prawda trudność w sprawnym wykonywaniu swoich zamierzeń, ale łatwo umie odpuszczać i nie ulega szybko stresowi. Każda z tych osób ma swoje zasoby, których może nauczyć drugą stronę. Ale jeżeli skupimy się tylko na swoich oczekiwaniach, to będziemy drugiego człowieka widzieć jedynie pejoratywnie, jako kogoś, kto robi nam na złość i nas frustruje.
Mówiąc o tym, że związek można traktować jako okazję do rozwoju miałam m. in to na myśli. Możemy się od siebie nawzajem uczyć. Stawiać sobie wyzwania i korzystać z wzorca, jakim jest dla nas nasz partner.
Ale jest jeszcze jedna ważna kwestia łącząca temat związków, antagonizmów i rozwoju.
Jeśli nie możemy zmienić partnera, a to chyba każdy już wie, przynajmniej w teorii, to podejmujemy wyzwanie kochania go takiego, jakim jest. I to jest naprawdę trudna sprawa. I to jest coś, co nazwałabym rozwojem duchowym.
Nie mam tu na myśli żadnej religii, choć wiele z nich wzywa do miłości bliźniego. Chodzi mi o przeżywanie, doświadczanie i odkrywanie, czym jest prawdziwa miłość. To właśnie można zrobić, jedynie będąc w związku.
Czasami bardzo się złoszczę na mojego partnera, gdy doświadczam jego inności. Próbuję z nim rozmawiać, komunikować swoje potrzeby, negocjować rozwiązania, żeby zbudować między nami jedność. Ale i tak w końcu dochodzę do momentu, w którym uzmysławiam sobie, iż moje starania i próby powodują jedynie to, że on zrobi coś dla mnie, z miłości do mnie, ale nie zmieni się w kogoś, kim nie jest. To trudny moment, ale jakże rozwojowy. Uświadamiam sobie wtedy, że nie pozostaje mi nic innego, jak przyjąć go takim, jaki jest, bo przecież takiego go kocham. Moje szarpanie się i walka nie mają większego sensu a jedynie trzymają mnie w pułapce własnych oczekiwań.
Nie oznacza to, że należy rezygnować z próśb o zaspokojenie naszych potrzeb, czy nawet z twardych negocjacji, żeby polepszać komfort swojego życia. Chodzi o to, że na poziomie duchowym ważne jest przyjmowanie i miłość, a na poziomie psychologicznym – zaspokojenie potrzeb. Oba aspekty się liczą i w obu można się rozwijać. Czasami potrzebne jest nauczenie się siebie, poznanie swoich pragnień, kontrolowanie reakcji. Czasami musimy pozyskać wiedzę, co do sposobów komunikowania się z innymi, czy negocjacji własnych interesów. Ale wyzwaniem jest dla nas również nauka miłości siebie i drugiego człowieka.
Kiedy ostatnio zrobiłaś/łeś coś dla drugiej osoby z czystej miłości, wiedząc, że uszczęśliwisz tym partnera?
Co robisz, żeby okazywać sobie miłość?
Jaką inność partnera potrzebujesz przyjąć, żeby rozwijać ten związek i siebie w sferze duchowej?
Czego potrzebujesz się nauczyć, żeby lepiej komunikować siebie i negocjować to, czego pragniesz?
I na tym zakończę dzisiejszy odcinek. Jest on jedynie liźnięciem ogromnej wiedzy, jaką warto posiąść na temat konfliktów w związkach.